testy kosmetyków

Farba Sanotint Light

Po nieudanym eksperymencie fryzjerskim i obcięciu ich na boba, zaczęłam zapuszczać włosy na nowo. Jako,że poszła precz większa część mojej fryzury, postanowiłam też zadbać o nią na nowo. Jedynym plusem całej akcji pod tytułem „nowy fryz”, było to, że włosy, które zaczęły mi odrastać były o niebo lepsze od tych, które nosiłam lat naście. Dlatego też po prawie półrocznym odwyku  żal mi było ładować w nowe włoski kolejną porcję chemii.

Pomyślałam, by zmienić sposób koloryzacji włosów na mniej inwazyjny, czyli pójść bardziej w stronę natury.

Długo zbierałam się do zakupu włoskiej farby Sanotint, która szumnie jest reklamowana jako farba naturalna. Owszem, farba niezaprzeczalnie ma w swoim składzie substancje i wyciągi naturalne, więc może poczyni mniejsze zło na głowie, niż farby oparte tylko na chemii. Jeśli jednak ktoś jest alergikiem i szuka prawdziwej farby naturalnej, bo na chemię reaguje podrażnieniami, pozostaje mu tylko henna.

Sanotint Light ma chemię, więc jeśli wiesz, na który składnik reagujesz alergią, sprawdź jej skład przed zakupem. Wiele osób w sieci chwaliło tą farbę, ale niestety na polskich stornach kilka miesięcy temu, nigdzie nie można było znaleźć jej dokładnego składu. Sprzedawca z Allegro, który wystawiał kosmetyk także nie chciał mi podać składu, tłumacząc się dziwnie tajemnicą producenta. Korespondencja z nim była naprawdę pouczająca i pokazująca mi wyraźnie co ja, jako konsument, mam prawo wiedzieć i o co pytać. Oczywiście wszytko powiedziane kulturalnie, prawie z uśmiechem, co dało jeszcze lepszy efekt końcowy.

Jako, że jestem osobą ciekawską i nie lubią kupować kota w worku, przewertowałam też anglojęzyczne strony internetu, gdzie oczywiście skład Sanotint był podany. Swoją wiedzą podzieliłam się najpierw z dziewczynami z forum wizaz.pl, a potem długo namyślałam się w swojej samotni, czy farbę zakupić, czy też nie. Po miesiącu walki z samą sobą kupiłam Sanotint Light w odcieniu Amber Blonde, bo zależało mi na leciutkim brąziku.  Było to w styczniu 2011. Skład  Sanotint Light jest już jawny, ale ja wiem, że raczej nie skusze się więcej ani na farbę , ani na kosmetyki tej firmy.

W opakowaniu z farbą dostałam próbki szamponu do włosów koloryzowanych, odżywkę rekonstruującą oraz balsam do włosów koloryzowanych. Dla mnie – głównym miernikiem tego, że do farby powrócę, jest jej wpływ na moje włosy. Po pierwsze – farba nie może osłabić moich włosów, wzmagając ich wypadanie (czyli mieć w miarę łagodny skład i niskoprocentowy utleniacz), po drugie – nie lubię, gdy farba przesusza włosy, robiąc z nich siano.
Sanotint Light jest łagodną farbą – nie dostałam po farbie żadnych podrażnień, ale nigdy też nie miałam z tym kłopotów. Oczywiście tutaj, podobnie jak z każdym innym kosmetykiem tego typu, musimy połączyć utleniacz (ponoć niskoprocnetowy) z ziołową farbą.

Sposób aplikacji nie należy do wygodnych, ale dla dobrych efektów  jestem w stanie przecierpieć wiele. Po połączeniu składników aktywnych otrzymujemy bardzo ziołowo pachnący pasto-krem, w zasadzie papka, którą cholernie ciężko nakładać na włosy. Farba jest ziarnista, czuć w niej zioła, mi sposób jej aplikacji i konsystencja przypomina hennę. Kto choć raz nakładał hennę na włosy, wie o czym mówię. To przekonało mnie, ze farba faktycznie w przeważającej części jest ziołowym wyciągiem.

Myślałam, że farba starczy mi na dwa razy. Niestety. Jej konsystencja na to nie pozwala. Mimo że w styczniu miałam włosy trochę za brodę, to musiałam zużyć całe opakowanie kremu. Wydaje mi się, że na dwukrotne farbowanie mogą pozwolić sobie tylko krótkowłose. Na ciut dłuższe włosy farby z pewnością nie wystarczy. Może gdyby była bardziej kremowa, jednolita – to łatwiej byłoby ją rozprowadzić i to w mniejszej ilości, ale w takiej formule no way!

Podczas zmywania farby czułam, jak włosy robią się śliskie i jedwabiste, bardzo mnie to ucieszyło, ale niestety potem było gorzej. Mimo użycia odżywki, po wyschnięciu zauważyłam przesuszenie włosów, które jako, że obcięte niedawno były naprawdę zdrowe. Co do koloru – wyszedł w zasadzie zgodny z próbką. Do tego nie mam zastrzeżeń. Kolor trzymał się nawet długo, pokrył prawie całkowicie kilka siwków, które mam. Powstały na nich fajne refleksy. Wyraźny połysk moje włosy miały tylko w dniu koloryzacji, potem stały się coraz bardziej matowe i suche.

Próbki kosmetyków Sanotint, które dostałam wraz z farbą, nie zachęciły do ich kupna. Wszystko było bardzo wodniste, przeciekało przez palce – nawet odżywka rekonstruktor. To też bym przeżyła gdyby efekt był tego wart.

Niestety moje porowate i delikatne włosy nie polubiły się z kosmetykami Sanotint.

Reasumując- podoba mi się w miarę przyjazny skład, to że włosy po farbie nie wypadają. Nie podoba mi się zaś aplikacja, a efekt końcowy nie zachwyca, włosy się wyraźnie przesuszyły i przez kilka tygodni miałam z nimi problem. Z tygodnia na tydzień było coraz lepiej, ale do farby już nie wrócę.

Naprawdę żałuję, bo chciałam się zakochać w tym kosmetyku. Każde włosy są inne, a ja widzę, że wielu kobietom farba Sanotint przypadła do gustu. Radzę spróbować, a potem albo farbę polubicie albo jak ja nadal będziecie szukać ideału.

Tagi: , , , , , ,

Comments

Comment from NaiwnaAlergiczka
Time: 3 czerwca 2011, 15:17

DROGIE ALERGICZKI! NIE KUPUJCIE FARBY SANOTINT JEŚLI JESTEŚCIE UCZULONE NA PARAPENYLODWUAMINĘ (PPD) LUB JEJ POCHODNE!!! Firma reklamuje swój produkt jako superbezpieczny, a w rzeczywistości jej skład JEST TAKI SAM JAK W INNYCH FARBACH, tyle, że z dodatkiem większej ilości „naturalnych” składników (np złote proso). Asekurują się zrobieniem próby uczuleniowej, żeby nie zostać oskarżonym o łamanie prawa. Ja wykonałam takową próbę i nic mi nie wyszło. Pofarbowałam się i następnego dnia MOJA GŁOWA SPUCHŁA JAK BALON, ZACZĘŁA MI SIĘ Z NIEJ LAĆ ROPA I POJAWIŁO SIĘ STRASZLIWE SWĘDZENIE. Żadne środki typu fenistil, zyrtec czy wapno nie pomagają (skuteczne leki są tylko i wyłącznie na receptę). Dostałam zastrzyk w szpitalu, ale żeby wykupić receptę potrzebny jest lekarz, który ją wypisze. Od tak mnie nie przyjmą, muszę płacić za prywatną wizytę. Tak więc całkowity koszt to ok 200zł (farba+ przesyłka + wizyta + leki). Warto tyle bulić za farbowanie? Nie wspominając już o koszcie uszczerbku na zdrowiu (leczenie zajmie około miesiąca w trakcie którego będziecie zmagać się ze strasznym swędzeniem i bólem)? NIE WARTO RYZYKOWAĆ!!! NIE ŁUDŹCIE SIĘ, ŻE ISTNIEJE FARBA „DLA ALERGIKÓW”, KTÓRA POZWOLI WAM UZYSKAĆ FAJNY KOLOR I UNIKNĄĆ RYZYKA ALERGII!!! Mam nadzieję, że mój przykład będzie przestrogą dla innych i pożądnie się zastanowicie zanim ulegniecie złudnym nadziejom, jakie dają reklamy „bezpieznych” farb do włosów.

Comment from ania BS
Time: 15 czerwca 2011, 13:19

„efekt końcowy nie zachwyca, włosy się wyraźnie przesuszyły i przez kilka tygodni miałam z nimi problem”

a czego się spodziewałaś specjalistko skoro Twoja głowa to istne laboratorium i setki eksperymentów na chemii??

mam już dosyć tych „internetowych ekspertów” żałosne…
drogie internautki rozpoczynające swoją przygodę z naturalnymi farbami – zapamiętajcie raz na zawsze – PIERWSZE FARBOWANIE NATURALNYMI FARBAMI TO BAZA! (szczególnie u osób męczących włosy farbami tradycyjnymi, henną, szamponami chemicznymi, lakierami piankami z „niższych półek”) farby naturalne są zbawienne dla włosów takie jak biokap, herbatint(ladnie wychodza blondy) czy sanotint(95% nat.składników i jako jedyna farba ma złote proso w składzie)
Pierwsze farbowanie to jest dopiero przyzwyczajenie włosów do nowego „stylu życia” (aczkolwiek u wielu kobiet po pierwszym farbowaniu już jest super efekt) – dopiero po drugim farbowaniu (miesiąc później) widać ten oczekiwany super efekt – naturalnie błyszczących i odżywionych włosów.
To tak jak ze zdrowym odżywianiem, jak ktoś jest otyły, ma zagrzybiony organizm pełny toksyn to nie usunie tego jedną sałatką warzywną!! ludzie opanujcie się!

Przepraszam za słowa krytyki, ale z zawodu jestem chemiczką, pracuje przy produkcji kosmetyków do włosów i ich testach więc kiedy widzę gdzieś tak „profesjonalne” wypowiedzi, recenzje to robię się cała czerwona i muszę coś powiedzieć, takie zboczenie zawodowe :)

pozdrawiam fanki naturalnego farbowania i zdrowego trybu życia!

Comment from Nata
Time: 17 czerwca 2011, 12:08

Czego się spodziewałam? Przede wszystkim kultury. Szczególnie, gdy wypowiadasz się publicznie, nie na swoim podwórku. Do testów kosmetyków podchodzę rzetelnie, bo taka jest idea tego bloga. Rzetelnie, czyli mówię o plusach, ale wyłapuję też minusy. Gdybyś Ty równie rzetelnie podeszła do tematu i przeczytała wpis, to wiedziałabyś, że włosy to moja obsesja i nie farbowałam ich przez ponad pół roku przed eksperymentem z Sanotint Light.

Jedyne co Ty wyłapałaś, to fakt, że nie chwalę kosmetyku, który tak starannie w laboratorium testowałaś (czyżbyś trudniła się rozprowadzaniem tej farby?)

Mówiąc Twoim językiem Aniu BS – zamiast „pyszczyć”, uważam, że trzeba nieść oświatę i edukować. Gdy jedyne co słyszę od sprzedawcy: pani kupi, pani będzie zadowolona, to wiem już z kim mam do czynienia. Szczególnie, gdy nie mam prawa poznać składu kosmetyki naturalnego, znów na zasadzi: pani kupi, pani się dowie.

Naturalna baza to henna, basma, etc. Sanotint Light nie jest czysta naturą, wie to każdy kto zapoznał się ze składem. Nie trzeba być chemikiem, by to wiedzieć.

Dziękuję za kontent, to zawsze nakręca – w moim wypadku bloga.

Comment from NaiwnaAlergiczka
Time: 28 czerwca 2011, 23:47

Po wymianie kilku maili z producentami farby zobowiązałam się do napisania sprostowania. Ich „naturalna” farba zawiera ostrzeżnienie, iż może powodować reakcję alergiczną i, że należy zrobić próbę uczuleniową. Mnie ta próba nie uczuliła, jednak po nałożeniu farby na włosy sytuacja wyglądała dokładnie tak, jak opisałam to w poniżyszej wiadomości. Nie będę jej reklamować pozytywnie, gdyż FARBA SANOTINT CLASSIC dark chestnut (06) JEST BARDZO NIEBEZPIECZNA DLA ALERGIKÓW. W przypadku, gdy ta właśnie farba Was uczuli, nie możecie liczyć na jakiekolwiek odszkodowanie ze stony producentów, a jakiekolwiek negatywne opinie na jej temat grożą Wam założeniem sprawy w sądzie założoną właśnie przez właścicieli firmy. Powtarzam tylko raz jeszcze – NIE RYZYKUJCIE! Gdyby któraś z klientek była zainteresowana skutkami takiego farbowania podaję linka do moich zdjęć z uczulenia (pierwsze zdjęcie po lewej jest dla porównania, gdyż tak wyglądałam przed uczuleniem). Zastanówcie się czy warto tak cierpieć. Ponadto dodam, że część włosów zafarbowała mi na czarno, a reszta została w kolorze rudego brązu, pomimo zużycia całego opakowania. Nie polecam.

http://imageshack.us/photo/my-images/838/uczulenie.jpg/

Comment from mumia
Time: 27 marca 2012, 21:59

ale jestem szczęściarą! dzięki za uczciwe porady. pozdrawiam.

Dodaj swój komentarz