Pianka do włosów Wella
Moje włosy są z natury delikatne i cienkie, ale według zapewnień mej fryzjerki mam ich bardzo dużo na głowie. Na nieszczęście dla mojej kieszeni włosy to moja słabość – mówiąc kolokwialnie mam na ich punkcie małego bzika. Szafka w łazience ugina się wprost od kosmetyków do włosów wszelkiej maści. Szampony, odżywki w kremie, odżywki w spreju, maski do włosów, pianki – tego mam najwięcej. Lubię eksperymentować, testować nowe rzeczy, mimo że w kwestii fryzury jestem raczej tradycjonalistką. Noszę jedną już do kilku lat, dbając tylko by końcówki były zdrowe, a włosy nawilżone i lśniące.
Mimo słów mej fryzjerki, która niewątpliwie jest fachowcem w swej dziedzinie, nadal uważam, że moich włosów mogłoby być więcej. Stąd pałam miłością wielką do wszelakich środków, które mają na celu zwiększenie objętości włosów.
Skóra mojej głowy jest kapryśna, łatwo się przetłuszcza, a co za tym idzie włosy mają tendencję do opadania. Co zrobić w takiej sytuacji?
Oczywiście zanim zrobię zakupy wertuję wnikliwie wiadomości na temat danego produktu kosmetycznego w portalu znanym pewnie większości Polek – wizaz.pl. Tam biorę na celownik kilka najlepiej ocenianych produktów i studiuję opinie innych kobiet na temat kosmetyku.
Niestety można też się naciąć, bowiem produkty najwyższej oceniane są często z najniższej półki cenowej, dlatego tak gremialnie kupowane i chętnie wystawia się im opinię. Kosmetyki do stylizacji włosów są niestety traktowane po macoszemu i często kobietom szkoda pieniędzy na dobrą piankę do włosów, czy żel nadający objętości. A przecież tani kosmetyk wykańczający może wyrządzić więcej szkody włosom, niż jego brak.
Moja siostrzenica od pewnej popularnej marki pianek z supermarketu dostała potwornego łupieżu, zaś włosy wypadają jej garściami. W pewnym wieku się dorasta i pora przesiąść się półkę wyżej jeśli chce się dobrze wyglądać. Wracając do wizażu – omamiona dobrymi opiniami zakupiłam piankę do włosów Nivea, która miała nadać memu skalpowi większą objętość. I owszem zyskałam na wizerunku, ale nie o to do końca mi chodziło. Pianka do włosów skleiła moją czuprynę nadając włosom u nasady dziwnie sztuczny charakter. Włosy były sztywne, zaś obiecany przez producenta efekt push up mizerniutki. Piankę oddałam mamie, która dostała łupieżu i tak się skończyła nasza rodzinna przygoda z tą marka do włosów.
Potem zainwestowałam w Loreal Techni Art, o którym kiedyś z pewnością napiszę, ale on też nie spełnił mych oczekiwań. Jako, że moje włosy pokochały miłością bezgraniczną profesjonalne kosmetyki do włosów Kerastase oraz Wella, więc zakupiłam piankę Wella SP Volume Mousse.
Tak to zdecydowanie to, co mi służy. Jest to najlepszy kosmetyk stylizująco odżywiający do włosów jaki miałam.
Piankę wcieram po lekkim podsuszeniu włosów u nasady oraz ugniatam w poszczególne, wilgotne jeszcze pasma włosów. Po wysuszeniu mam piękne, lejące się włosy podniesione u nasady, naturalne, bez sztucznego efektu. Pianka Wella SP to kosmetyk, który zagości na stale w mojej łazience. Polecam wszystkim kobietom, które jak ja pragną większej objętości włosów nie tracąc przy tym na naturalności. Dobre kosmetyki do włosów to coś za co warto zapłacić nawet dość słono.
Tagi: dobre kosmetyki do włosów, efekt push up, kosmetyki do włosów, pianka do włosów, pianka Wella SP, włosy podniesione u nasady
Wpis dodano: Sierpień 30th, 2009 w kategorii Stylizacja włosów.
Komentarze: jeszcze nie ma
Dodaj swój komentarz