Plażowe fale z Play Ball L’Oreal
Lubię eksperymentować z produktami do włosów, czego przykładem jest moja szafka z kosmetykami. Przepastna, to dobre określenie. Jako, że przyszło lato zaczęłam szukać wśród swoich skarbów czegoś do typowo letniej stylizacji włosów. Chodziło mi głównie o krem, który doda włosom objętości i zdefiniuje bardziej moje falowane włosy. I znalazłam. Kosmetyk, o którym już zdążyłam zapomnieć. Mam na myśli L’Oreal Professionnel Play Ball Beach Creme. Gdy już krem odnalazłam przypomniałam sobie całą swoją drogę do jego zakupu.
Pierwszy raz o kosmetyku usłyszałam na forum wizaz.pl, którego jestem wierną fanką od lat wielu. Zanim dokonam zakupu jakiegokolwiek kosmetyku, zawsze szukam tam informacji, na temat, który mnie interesuje. Jako, że zawsze pragnęłam mieć włosy jak z plaży, postanowiłam zrobić zakupy jak najszybciej, czyli w sklepie internetowym.
Krem, który przyszedł pocztą bardzo mnie zadziwił. Przed wszystkim opakowaniem. Pudełeczko, przypominało piłkę do gry, bardzo poręczne, gumowe, słowem słodkie. Zapach kremu jest bardzo przyjemny dla mojego nosa, nie narzekam. Przypomina mi brzoskwinię i jakieś kwiaty. Nie dusi, jest świeży i lekki. Konsystencja jest typowo kremowa, kojarzy się z balsamem do ciała. Krem Play Ball jest śliski i bardzo dobrze rozprowadza się go na dłoniach. Jest tez ogromnie ekonomicznym kosmetykiem, kupiłam go kilka lat temu, a zużyłam ledwie 1/3 opakowania.
Ok, jak krem działa na włosach? Jak przeanalizujcie skład preparatu zobaczycie na drugim miejscu wosk pszczeli, który ja w kosmetykach do stylizacji bardzo lubię. Czemu? Bo moje suche i falowane włosy stają się po nim bardziej ciężkie i grube. Wosk pogrubia włosy, dodaje im masy, dzięki czemu suche i porowate włosy lepiej „leżą” na ramionach.
Zupełnie przypadkiem odkryłam takie działanie wosku na włosy, odkąd wnikliwiej studiuję składy wszystkich swoich kosmetyków. Wszystkie moje kremy do stylizacji z woskiem pszczelim dają efekt zwiększenie objętości i masy włosów. Słowem - to lubię.
Jedyną wadą tego środka do stylizacji jest fakt, że czyni włosy matowymi. Oczywiście taka jego rola – włosy mają przypominać włosy plażowe, czyli pokryte solą i wiatrem. Jednak ja lubię, gdy włosy bardziej błyszczą, dlatego zawsze na końcu stylizacji pokrywam je olejkiem nabłyszczającym. Oczywiście w minimalnej ilości, na niektóre pasma włosów. Często mieszam krem Play Ball z serum do włosów albo dodaję kapkę oleju (migdał lub kokos) – dość ciekawy efekt wtedy osiągam. Włosy są zwarte, plażowe, ale i wyglądają zdrowiej, bardziej świetliście.
Ostatnio przeszłam na pielęgnację bardziej naturalną, ale studiując skład Play Ball, dochodzę do wniosku, że nie jest tak źle. Skład nie jest zbyt długi . Od czasu, do czasu można sobie pozwolić na szaleństwo. Krem wtarty u nasady, bardziej od spodu, niż wierzchu, odbija włosy od nasady. Uważajcie jednak z ilością kremu, na pozór w dłoni wydaje się gładki i lekki , dopiero w trakcie aplikacji można przesadzić. Radze robić to pasmo po pasmie. Powoli i sprawdzać za każdym razem efekt. Ja nauczyła się już dozować krem i bardzo go lubię.
Tagi: falowane włosy, krem do stylizacji, krem do włosów, krem play ball, loreal play ball, play ball, plażowe fale, włosy z plaży
Wpis dodano: Lipiec 21st, 2011 w kategorii Stylizacja włosów.
Komentarze: jeszcze nie ma
Dodaj swój komentarz